Akcje – podział, który warto znać

Podstawowym instrumentem finansowym, z którym na samym początku powinna się zetknąć osoba zaczynająca jakąkolwiek przygodę z rynkami finansowymi, są właśnie akcje. Jest to moja osobista opinia, ale podejrzewam, że wielu się z nią zgodzi. Niestety sporo osób trafia w pierwszej kolejności na różnorakie fundusze aktywnie zarządzane, które nijak się mają do faktycznego i efektywnego inwestowania, oczywiście mowa tutaj o tych, które dostępne są w niemal każdym większym banku obsługującym klientów detalicznych. To jednak nie jest nawet najgorszy wybór, gdyż niejednokrotnie zdarza się, że osoby niedoświadczone zaczynają od gry na rynku walutowym z dużą dźwignią finansową, a to jest prosty sposób, aby „wyzerować” swoje oszczędności. Z tego też powodu to właśnie akcje pozwalają na zdobycie doświadczenia i wiedzy w relatywnie bezpieczny sposób.

W tym wpisie skupimy się najpierw na podstawach, a potem na odmiennych kategoriach, których zrozumienie może okazać się przydatne w momencie, kiedy znajdziemy się na przełomie cykli koniunkturalnych, a tym samym początku migracji kapitału od jednych rynków i sektorów do drugich. Bardzo prawdopodobne, że w takim momencie jesteśmy teraz.

Do dzieła!

Czym w ogóle są akcje?

Jest to (najprościej rzecz ujmując) część danego przedsiębiorstwa, a nabywając akcje, stajemy się jego współwłaścicielem i właśnie do stosowania takiego podejścia zachęcam. Do inwestowania długoterminowego w prawdziwy biznes, a nie do bezustannego przerzucania udziałów po swoim koncie maklerskim i liczeniu na urwanie kilku procent zwrotu w krótkim terminie.

AKCJE ZWYKŁE – podstawowa forma, która uprawnia posiadacza do ułamkowej wartości danego przedsiębiorstwa oraz do dywidendy, czyli udziału w zyskach, jeśli oczywiście spółka realizuje politykę dywidendową. Właściciel akcji ma również prawo do głosowania na walnym zgromadzeniu (z czego większość akcjonariuszy mniejszościowych nie korzysta), a także do części majątku w przypadku likwidacji danego podmiotu, aczkolwiek zaznaczyć trzeba, że ostatni punkt jest mocno teoretyczny, gdyż w rzeczywistości kolejka wierzycieli przed akcjonariuszem będzie w wielu przypadkach tak duża, że otrzymanie jakiejkolwiek rekompensaty graniczy z cudem.

AKCJE UPRZYWILEJOWANE – od akcji zwykłych odróżnia je fakt, iż ich posiadacze zwykle otrzymują pewnego rodzaju dodatkowe uprawnienia, które to powinny być jasno zaznaczone w statucie danego przedsiębiorstwa. Dodatkowe prawa zazwyczaj odnoszą się do zwiększonej liczby głosów na walnym zgromadzeniu, większej wartości dywidendy przyznawanej na daną akcję lub podziału majątku w przypadku upadłości.

Nie zagłębiając się w dodatkowe aspekty techniczne, zaznaczyć trzeba, iż podczas budowania długoterminowego portfolio należy sobie zdawać sprawę z różnic, jakie istnieją pomiędzy danymi akcjami, a na myśli mam tutaj konkretnie specyfikę branży, w jakiej działa emitent wspomnianego instrumentu finansowego.

Dwie główne kategorie akcji stoją zazwyczaj w niejakiej opozycji do siebie, gdyż w ciągu danego cyklu kapitał płynie głównie do jednej z tych grup, a druga pozostaje przez wiele lat niedowartościowana lub wyceniana w sposób neutralny. Takie sytuacje miały miejsce przez kilka ostatnich dekad, a co więcej, aktualnie spotkać się możemy z podobną zależnością.

O czym konkretnie mowa?

AKCJE SPÓŁEK TYPU “GROWTH” – czyli liderów ostatniej dekady, bo to właśnie ich akcjonariusze mogą w większości pochwalić się najlepszymi zwrotami z inwestycji od ostatniego kryzysu. Spółki te zazwyczaj cechują się bardzo dynamicznym rozwojem, a większość osiągniętych zysków jest reinwestowana w dalszy rozwój przedsiębiorstwa. Spółki te w większości nie wypłacają dywidend lub są one niewielkie, a akcjonariusze liczą głównie na aprecjację wartości akcji wraz ze wzrostem przedsiębiorstwa. Firmy te bardzo często są przedstawicielem sektora technologicznego i pojawiają się na rynku z innowacyjnym produktem, którym próbują zjednać sobie konsumentów i pokonać konkurencję w jak najszybszym tempie. Problemy akcjonariuszy mogą zacząć się w momencie, kiedy dynamika wzrostu takiej spółki zaczyna zwalniać lub potencjalnie rewolucyjny produkt zawodzi oczekiwania.

Dobrze znani przedstawiciele:

Apple (producent elektroniki użytkowej, znany głównie z iPhone’ów),

Netflix (właściciel najpopularniejszej platformy streamingowej),

Alphabet (właściciel Google, YouTube oraz twórca systemu Android).

Na naszym rodzimym rynku również mamy spółkę tego typu, która od lat święci triumfy i rozgrzewa wyobraźnię na GPW. Jest to aktualnie chyba najbardziej znana spółka giełdowa w Polsce. Mowa oczywiście o CD Projekt SA, czyli producencie gier komputerowych (CD Projekt RED), który odpowiada za wszystkie trzy części Wiedźmina.

Jest to też świetny przykład, aby zobrazować to, o czym wspominałem wcześniej, czyli ryzyku, jakie wiąże się z niektórymi spółkami wzrostowymi. W mojej osobistej opinii dwie pierwsze części Wiedźmina były tytułami bardzo dobrymi, a ostatnią nazwałbym wręcz dziełem wyjątkowym i pojawiającym się raz na kilka lub nawet kilkanaście lat. Myślę, że możemy spokojnie założyć, iż spółka dysponuje produktem najwyższej jakości, ale musimy też pamiętać, że jest to stan chwilowy, gdyż branża gamingowa idzie do przodu z prędkością światła i hit sprzed kilku lat dzisiaj nie będzie już przynosił tak zadowalających wpływów. W przypadku CDR mamy tę sytuację, że kapitalizacja spółki stale rośnie, ale teraz dzieje się to głównie na fali oczekiwań i nadziei związanych z nową produkcją, która swoją premierę będzie miała za kilka miesięcy – Cyberpunk 2077. Spółka ma tę specyfikę, że tworzy gry wysokiej klasy ze sporym budżetem, ale pojawiają się one raz na kilka lat. Obecnie poprzeczka dla nowego tytułu ustawiona jest niesamowicie wysoko i nie twierdzę, że emitent jej nie sprosta, ale pojawia się tutaj istotne ryzyko ewentualnego rozczarowania, gdyż w mojej opinii CP77 nie może sobie pozwolić, aby być grą przeciętną, ani nawet bardzo dobrą, Cyberpunk musi być po prostu tytułem rewelacyjnym, a następnie potwierdzić to genialnymi wynikami sprzedażowymi. Oczywiście może się tak zdarzyć, a wtedy będziemy zapewne świadkami dalszej aprecjacji kursu akcji, możliwe, że pojawi się jakiegoś rodzaju sprzedaż faktów, czyli realizacja zysków, ale w dłuższym terminie będziemy świadkami utrzymania się obowiązującego trendu. Załóżmy jednak, że gra uzyskuje średnie oceny od największych magazynów branżowych oscylujące w graniach 7/10, a gracze, pomimo że doceniają tytuł, nie są nim jakoś specjalnie zachwyceni. Wyobrażacie sobie, co może stać się z ceną akcji spółki, których motorem napędowym były tak gigantyczne oczekiwania?

To jest właśnie specyfika spółek bazujących na tego typu modelach działalności. Oczywiście potencjał zwrotu na tych podmiotach jest gigantyczny, ale idzie za tym odpowiedniej skali ryzyko. Zwłaszcza teraz, kiedy branża producentów gier jest rozgrzana do czerwoności i to właśnie ona przez ostatnie lata dominowała na GPW. Niemniej jednak kibicuję spółce, pomimo że sam nie posiadam akcji w swoim portfelu, uważam, że jest to jeden z lepszych producentów gier na świecie, a nam jeszcze nie raz będzie dane usłyszeć o głośnych sukcesach CD Projekt RED.

Kurs CD Projekt SA za ostatnie 10 lat.
Spadek kursu akcji Playway po nieudanej premierze gry “Agony”.
Źródło: biznesradar.pl
Wzrost kursu spółki 11BIT po udanej premierzej gry “This War of Mine”.
Źródło: biznesradar.pl

AKCJE SPÓŁEK TYPU “VALUE” – podczas ostatniej hossy zazwyczaj niedoceniane, gdyż kapitał w czasie cyklu kierował się głównie do spółek wzrostowych. W przeciwieństwie do tych opisanych powyżej, spółki opierające się na wartości to często firmy o ugruntowanej pozycji w swojej branży, których rozwój nie jest już tak dynamiczny, ale przy tym cechują się zazwyczaj mniejszą zmiennością. Podmioty te w przeważającej większości dzielą się zyskami z akcjonariuszami poprzez dywidendy, a wśród ich przedstawicieli spotkać można tzw. „Dywidendowych Arystokratów”. Jest to termin używany głównie na największym rynku kapitałowym, czyli po prostu na Wall Street. Wspominany termin określa spółki giełdowe, które nie tylko od wielu dziesięcioleci dzielą się regularnie zyskami, ale również systematycznie, każdego roku podnoszą wysokość wypłacanych akcjonariuszom środków.

Spółkami typu „value” możemy zazwyczaj nazwać tradycyjne branże, a wśród ich najbardziej oczywistych reprezentantów wymienić warto:

Coca-Cola (producent napojów oraz przekąsek),

ExxonMobil (gigant energetyczny),

AT&T (koncern medialny),

Wells Fargo (gigant bankowości detalicznej z USA),

PZU (największy w Europie Środkowo-Wschodniej ubezpieczyciel).

Jak wspomniałem, ostatnia dekada zdecydowanie należała do spółek wzrostowych, a przez to od lat możemy spotkać się z opiniami, iż inwestowanie w wartość umarło i już się nie sprawdza. Prywatnie z tą opinią się nie zgadzam i uważam, że w kolejnym cyklu będziemy świadkami przepływu kapitału właśnie do spółek „value”.

Im wyżej na wykresie, tym tańsze są spółki “VALUE” w relacji do spółek “GROWTH”.

Jak widzicie ostatni raz, tak duża rozbieżność między wycenami spółek tych dwóch kategorii miało miejsce w trakcie bańki dot-com’owej, dwie dekady temu. Oczywiście ciężko jest porównywać te sytuacje jeden do jednego, gdyż wtedy spółki technologicznie zazwyczaj w ogóle nie wykazywały zysków, a co więcej wystarczyło, że jakiś podmiot tylko ogłaszał plany zaangażowania się w sektor technologiczny, a wycena jego akcji potrafiła rosnąć o setki procent. Dzisiaj sytuacja jest zauważalnie odmienna, gdyż tech-giganci faktycznie mają ogromny wkład w gospodarkę, a zyskowności Amazon’a czy Apple nikt nie próbuje podważać. Kolejną sprawą jest pandemia, która przyspieszyła trendy już istniejące, a więc możemy ją uznać za dodatkowy „booster” dla całego sektora wysokich technologii. Niemniej jednak wyceny większości przedstawicieli są, jak już wspomniałem wysokie, a czasami nawet ciężkie do uzasadnienia.

Co więc może przemawiać za inwestowaniem w wartość? Reakcja władz monetarnych i rządów na kryzys wywołany de-facto przez nich samym w momencie, w którym zdecydowali się na wprowadzenie licznych “lockdown’ów” gospodarek. Moja opinia jest taka, że zerowe lub nawet ujemne stopy procentowe zostaną z nami przez wiele lat, a tym razem dojdzie jeszcze do tego luzowanie fiskalne ze strony rządzących. Nie jest chyba tajemnicą, iż w głównej mierze powodem jest tutaj chęć wywołania wysokiej inflacji, a wskutek czego łatwiej obsługiwać dług, ponadto jest to zbieżne z populistyczną polityką prowadzoną w większości zakątków świata. Niestety, ale obecnie część z was zapewne zauważa trend wśród młodych osób, które coraz bardziej kierują się w stronę socjalizmu, a przy tym przejawiają postawy roszczeniowe, uważając, że cokolwiek im się należy tylko dlatego, że po prostu są. Naturalnym jest, iż politycy w nadchodzących latach będą chcieli to wykorzystać, a prowadzone przez nich działania skutkować będą zwyczajnym okradaniem oszczędzających. W takich okolicznościach relatywnie tanie spółki „value”, które niejednokrotnie wypłacają wysokie dywidendy, będą łakomym kąskiem dla tych, którzy szukają sposobu na zabezpieczenie swojego kapitału, zwłaszcza w sytuacji, kiedy lokaty nie oferują praktyczne nic ciekawego, a rynek obligacji jest zniszczony przez banki centralne, które poprzez swoje ingerowanie w ten rynek zbiły ich rentowność do horrendalnie niskich poziomów, a czasami nawet wartości negatywnych jak w przypadku niemieckich obligacji rządowych.

Rentowność obligacji rządowych bankruta, jakim są Włochy. W normalnej sytuacji kraj ten musiałby oferować znacznie atrakcyjniejszy kupon od swoich papierów dłużnych, ale dzięki skupowi prowadzonemu przez EBC, Włochy mogą zadłużać się praktycznie za darmo.
Źródło: tradingeconomics.com
Aberracja jaką jest ujemna rentowność niemieckich obligacji rządowych.
Źródło: tradingeconomics.com

Na tym nie kończy się kategoryzacja akcji, gdyż w wielu miejscach natknąć się możecie na mnogość różnego rodzaju określania danych walorów. Oprócz wspomnianych powyżej dwóch zasadniczych rodzajów warto jeszcze wspomnieć o podziale na akcje defensywne oraz cykliczne. Jest to o tyle istotne, że różnią się one w sposób znaczący, jeśli chodzi o potencjalną zmienność czy bezpieczeństwo.

AKCJE DEFENSYWNE – przedstawiciele tego typu akcji działają w branżach, które wykazują się swojego rodzaju odpornością na ewentualne zawirowania gospodarcze, a czasami nawet i dotkliwe recesje. Powodem jest głównie fakt, że dostarczają one produkty lub usługi, które są niezbędne do życia. Wymienić tutaj możemy takie branże jak spożywcza, zdrowotna czy spółki użyteczności publicznej (wodociągi, gazownictwo itp.), gdyż w sytuacjach spowolnienia gospodarczego popyt na ich produkty nie spada zbyt dotkliwie, a czasami nawet wzrasta. Przykładem niech będą tutaj wielkie sieci sklepów spożywczych jak Walmart, którego placówki przeżywały prawdziwe oblężenie przez konsumentów, którzy tworzyli zapasy na czas kwarantanny.

AKCJE CYKLICZNE – spółki tego typu wykazują świetne wyniki w czasie, kiedy gospodarka rozwija się dynamicznie i bez większych problemów. Bezrobocie spada lub jest niskie, a płace rosną, z tego powodu ludzie chętnie wydają pieniądze na dobra, z których normalnie zrezygnowaliby, gdyby nastały gorsze czasy, a oni obawiali się o swoje źródło dochodu. Dlatego od razu wywnioskować możemy, że w przeciwieństwie do spółek defensywnych w tym przypadku zyski potrafią bardzo drastycznie spadać w czasie recesji i wszelkich zawirowań gospodarczych. Sztandarowym przykładem niech będą tutaj producenci samochodów, których czasami wykorzystuje się jako miernik aktualnej sytuacji gospodarczej, gdyż to właśnie ich wyniki zauważalnie się pogarszają, kiedy dobra koniunktura zaczyna zanikać. Jest to dosyć logiczne, gdyż w momencie, w którym obawiamy się o naszą przyszłość finansową, jesteśmy skłonni znacznie łatwiej zrezygnować z zakupu nowego samochodu, aniżeli leków, jedzenia czy opłat za mieszkanie.

SPECYFIKA KONKRETNEGO KRYZYSU

Kwestią, o której należy wspomnieć, jest jeszcze to, iż kryzysy na przestrzeni lat dotykały zazwyczaj mocniej konkretną branżę czy sektor. Dwie dekady temu było to pęknięci bańki dot-com, a tym samym pogrom wśród spółek technologicznych, w latach 2007-2008 byliśmy świadkami GFC, czyli kryzysu finansowego, a największe banki musiały zostać ratowane z pieniędzy podatników, nie ze wszystkimi się to jednak udało, a tym samym upadek Lehman Brothers okazał się szokiem, który posłał indeksy giełdowe w otchłań. O czym możemy mówić aktualnie? Pomimo interwencji monetarnych oraz fiskalnych na niespotykaną skalę branża turystyczna, a przy tym lotnicza nie uniknęły potężnego ciosu. Wyceny przewoźników, a także wszelkich spółek związanych z turystyką zostały niejednokrotnie „obcięte” o kilkadziesiąt procent.

Wycena największego na świecie właściciela statków wycieczkowych – Carnival Corporation. Z powodu pandemii spółka ta nie jest w stanie prowadzić normalnej działalności, a co więcej aktualny stan rzeczy budzi obawy o to, czy świetnie rozwijająca się do tej pory branża, nie straci w kolejnych latach wielu potencjalnych pasażerów, którzy będą się bać zarażenia wirusami.

Jaki będzie kolejny kryzys? Jakie sektory dotknie najbardziej? Nie wiemy tego i zapewne zawsze będzie to pewnego rodzaju zaskoczeniem. Z tego też powodu warto pamiętać, aby odpowiednio dywersyfikować portfel, a przy tym nie zamykać się na żadną okazję czy możliwość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *