Fundusze ETF – dlaczego warto się nimi zainteresować?

ETF (Exchange-traded fund)
Popularne na zachodzie ETF’y od lat zyskują popularność i powoli wypierają bardziej skostniałe fundusze aktywnie zarządzane, oferując zazwyczaj znacznie większe możliwości autorskiego budowania portfolio w relatywnie bezpieczny sposób, a to dla inwestora indywidualnego w obecnych czasach może być czymś niezwykle kuszącym.

Wraz z masowym zejściem stóp procentowych do zera (lub niżej) kapitał ludzi posiadających oszczędności jest narażony na starcie z bezlitosną inflacją, a w tym samym czasie lokaty oferujące jakąkolwiek choćby ochronę praktycznie przestały istnieć. Wcześniej czy później ten stan rzeczy poskutkuje napływem większych środków na giełdy całego świata, a wtedy w mojej opinii lepiej, aby niedoświadczeni uczestnicy rynku zainteresowali się ETF’ami, aniżeli pojedynczymi akcjami, które obarczone są zazwyczaj istotnie wyższym ryzykiem. Niestety w Polsce rynek tych instrumentów jest niezwykle mały, a dzięki „wspaniałomyślności” Unii Europejskiej zostaliśmy odcięci od łatwego dostępu do największego ich zaplecza, czyli ETF’ów z USA. Oczywiście są sposoby, aby te ograniczenia sprawnie ominąć, niemniej jednak temat ten zostanie poruszony w innym artykule.

Czym jest fundusz ETF?
Na począteku warto określić, czym tak naprawdę jest wspomniany instrument. Fundusze te są notowane na giełdzie, gdzie możemy nabyć tzw. certyfikaty, a odbywa się i wygląda to dokładnie tak samo, jak zakup akcji pojedynczej spółki. Mają one z założenia jak najdokładniej odwzorować ruchy danego indeksu czy koszyka wybranych w określony sposób walorów. To jest właśnie całe sedno ETF’ów, za ich pomocą inwestor nie walczy z rynkiem, nie próbuje go pobić, a po prostu „płynie” razem z nim. Jest to o tyle istotnie, gdyż profesjonalnym zarządzającym z Wall Street rzadko udaje się „pobić” rynek, więc jak szanse ma na to przeciętny inwestor? No właśnie.


Przykład?


Jeden z najpopularniejszych funduszy ETF, czyli SPDR S&P 500 ETF Trust (ticker: SPY) notowany na NYSEARCA jak sama nazwa wskazuje, będzie odwzorowywał zachowanie indeksu 500 największych spółek notowanych na giełdzie w Nowym Jorku, czyli S&P500. Tym samym w prosty sposób otrzymujemy ekspozycję na niesamowicie pokaźną liczbę walorów za pomocą jednego instrumentu finansowego. Niesamowite, prawda?


Teraz wyobraźcie sobie, że macie dostęp do tysięcy tego typu funduszy, a każdy z nich może dać wam dostęp do wielu różnych regionów, sektorów, wąskich branż itp. Czyż nie jest to rozwiązanie znacznie przyjemniejsze od wystawiania się na ryzyko jednego konkretnego podmiotu?


Naturalnie ktoś może zwrócić uwagę, że inwestycje w spółki takie jak Facebook czy Amazon kilka lat temu finalnie poskutkowały stopą zwrotu znacznie większą, aniżeli miało to miejsce w przypadku większości ETF’ów, aczkolwiek z drugiej strony, jakie jest prawdopodobieństwo, że właśnie wam ta sztuka się uda? A co więcej, jak wiele bankrutów przypadało na jeden złoty strzał? Nie przeczę, iż selektywne oraz rozważne dobieranie konkretnych spółek skutkować może świetnymi wynikami, ale to zadanie dla inwestorów zdecydowanie bardziej doświadczonych, a i na tym blogu pojawiać się będą takie analizy. Niemniej jednak dla kogoś, kto po prostu chce w długim horyzoncie odkładać pieniądze na emeryturę, ETF’y w mojej opinii będą świetnym rozwiązaniem. Pamiętać należy, że sam fakt angażowania się kapitałowo tylko we wspomniane fundusze nie zwalnia nas z rozsądku i szczegółowej analizy tychże instrumentów, gdyż potrafią one w sobie kryć wiele potencjalnych pułapek.


Jako ciekawostkę chciałbym wam zaprezentować sytuację, która miała miejsce w ostatnim czasie. Jeden z komponentów najważniejszego niemieckiego indeksu DAX zaliczył bardzo potężny cios, a mowa tutaj o spółce Wirecard AG. Krach na kursie nastąpił po tym jak audytor z Wielkiej Czwórki (EY) stwierdził, iż nie może się doszukać niemal 2mld EUR, które rzekomo spółka posiadała na rachunkach bankowych w azjatyckich bankach. Niestety okazało się, iż wspomniane środki prawdopodobnie nigdy nie istniały, a na fali tych doniesień wycena zanurkowała o niemal 98% w przeciągu kilkunastu dni, w porywach było to ponad 99%.


Na tym przykładzie chciałbym przedstawić zachowanie całego indeksu 30 spółek, w momencie, kiedy jedna z nich doświadczyła tak potężnego spadku. Oczywiście nadmienić należy, iż udział WDI w całym indeksie oscylował lekko poniżej 1%, ale mimo wszystko cios, który otrzymał kurs spółki, był na tyle gigantyczny, iż stwierdziłem, że użycie go jako przykładu ma sens.

Po lewej stronie zaznaczona została stopa zwrotu całego indeksu, a po prawej spółki Wirecard AG wchodzącej w jego skład. Od feralnego dnia, w którym ogłoszono informację odnośnie brakującej gotówki, WDI stracił niemal 98%, a w tym samym czasie cały indeks delikatnie zyskał, wychodząc 0,87% na plus. Pomijając kwestię sytuacji szerokiego rynku w tych dniach, zauważyć można, iż zdarzenie niemal nie odcisnęło się na kursie indeksu, a tym samym ETF’ów, które go replikują.

Fundusze ETF w Polsce
W naszym kraju niestety nie możemy się pochwalić bogatym wyborem instrumentów tego typu. Co prawda od pewnego czasu zaczyna się coś powoli ruszać, ale nadal jesteśmy niesamowicie daleko za rynkami zachodnimi, a zwłaszcza za Stanami Zjednoczonymi. Można się na takie stwierdzenia obrażać, można się z nimi nie zgodzić, ale z pewnością nie da się im zaprzeczyć, Polska w oczach kapitału zagranicznego nadal jest rynkiem rozwijającym się i prawdopodobnie jeszcze długo tak zostanie, nawet pomimo zmiany klasyfikacji przez FTSE Russell. Doskonale widać to nie tylko po marnym składzie głównego indeksu WIG20, który aktualnie jest najbardziej płynnym mieszkańcem Książęcej, ale też po ogólnym wyglądzie polskiego rynku kapitałowego, który jest, delikatnie mówiąc, ubogi. Oczywiście pamiętać warto, że giełdy zachodnie miały dziesiątki, a czasami i setki lat na rozwój i pod tym względem możemy mieć nadzieję, że najlepsze czasy jeszcze przed GPW.


Także, jakimi ETF’ami możemy się pochwalić na warszawskim parkiecie?


Fundusze ETF, których emitentem jest polski podmiot:
BETAM40TR – odzwierciedlający ruch indeksu mWIG40,
BETAW20TR – odzwierciedlający ruch indeksu WIG20,
BETAW20ST – umożliwiający „shortowanie” indeksu WIG20, czyli grę na spadki,
BETAW20LV – oferujący ekspozycję na indeks WIG20 z wykorzystaniem dźwigni finansowej, czyli tzw. „lewaru”.


Fundusze ETF, których emitentem jest zagraniczny podmiot – Lyxor:
ETFSP500 – odzwierciedlający ruch indeksu S&P500,
ETFDAX – odzwierciedlający ruch niemieckiego indeksu DAX,
ETF20L – podobnie jak wspomniany wyżej BETAW20LV, oferuje on ekspozycję na WIG20 z lewarem.


TRTotal Return, oznacza indeks dochodowy, czyli jego wartość powiększana jest o wypłacone dywidendy.

Niewiele, prawda? Tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę, że na pozostałych rynkach europejskich notowane jest ponad tysiąc funduszy tego typu, a na najważniejszym rynku – amerykańskim, ponad dwa tysiące i liczba ta stale rośnie.

Źródło: statista.com – liczba funduszy ETF notowanych w Stanach Zjednoczonych


Kwestia samego emitenta również jest istotna, gdyż zależy nam, aby był to podmiot o odpowiedniej renomie i doświadczeniu, gdyż fundusze wychodzące spod skrzydeł tego typu firm zazwyczaj cechują się większą przejrzystością, płynnością oraz niższymi opłatami. No i tutaj sprawa znowu kształtuje się podobnie, gdyż największych emitentów znajdziemy za naszą zachodnią granicą, a należą do nich:

– BlackRock (iShares),
– Vanguard,
– State Street Global Advisors (SPDR).

Replikacja koszyka bazowego
W mojej opinii jedną z najistotniejszych spraw podczas wyboru funduszu ETF jest rozpoznanie, w jaki sposób zapewnia on odzwierciedlenie stopy zwrotu danego indeksu lub koszyka wybranych walorów. Na pozór wydawać by się mogło, że przeciętny inwestor nie odczuje różnicy w sposobach replikacji, aczkolwiek lepiej zawsze mieć świadomość tego, w co angażujemy swój kapitał. W tym zakresie wyróżniamy dwa zasadnicze podejścia.

Replikacja fizyczna – fundusz taki faktycznie zakupuje aktywa, które wchodzą w skład „śledzonych” koszyków, więc otrzymujemy dzięki temu tak czystą ekspozycję, jak to tylko możliwe w przypadku instrumentów, jakimi są ETF’y. Przykładowo, fundusz BETAW20TR nabywa bezpośrednio akcje spółek wchodzących w skład indeksu WIG20, a tym samym jego wycena powinna podążać jak najwierniej za kursem całego indeksu. Do tej kategorii zaliczamy też jeden z najciekawszych sposobów inwestowania w metale szlachetne, czyli fundusze ETF zabezpieczone w 100% fizycznym surowcem.


Replikacja syntetyczna – ten rodzaj ETF’ów nie skupuje walorów, których ruch ma odzwierciedlać, a zamiast tego wykorzystuje instrumenty pochodne. Zazwyczaj w tym przypadku możemy mówić o pewnym ryzyku strony trzeciej, gdyż w całość oprócz emitenta zaangażowany jest pośrednik, a sam emitent wykorzystuje tzw. swap’y. Oznacza to tyle, iż wystawca wspomnianego instrumentu pochodnego zobowiązuje się, iż dostarczy emitentowi ETF’a stopę zwrotu, która równać się będzie tej osiągniętej przez indeks lub koszyk, który replikować ma fundusz.

Na pierwszy rzut oka możemy dojść do wniosku, że lepszym wyborem będzie pierwszy model funduszy ETF i osobiście z tym stwierdzeniem się w pełni zgadzam. Pomimo iż zazwyczaj ryzyko kłopotów po stronie wystawcy swap’a nie jest duże, a sami emitenci ETF’ów zwykle stosują różnego rodzaju zabezpieczenia, to jednak jest to dodatkowy element ryzyka, który przy długoterminowym inwestowaniu powinniśmy się starać wyeliminować. Oczywiście, aby być w pełni szczerym, przyznać należy, że syntetyczne ETF’y zwykle eliminują lub znacząco ograniczają tzw. Tracking Error, czyli różnicę stopy zwrotu między indeksem bazowym, a ETF’em, wyjątkiem tutaj będą fundusze, których zadaniem jest replikowanie konkretnych surowców. Co więcej, model syntetyczny umożliwia uzyskanie ekspozycji na rynki mniej płynne lub w pewnych aspektach specyficzne.


Na co jeszcze zwrócić uwagę?


Poza oczywistą analizą danego sektora, regionu czy branży, na którą chcemy uzyskać ekspozycję poprzez dany ETF, należy zapoznać się z kilkoma dodatkowymi szczegółami dotyczącymi samego funduszu.


Opłaty (expense ratio) – jedna z ważniejszych kwestii, czyli prowizje oraz opłaty, jakie fundusz pobiera. W przypadku większości funduszy ETF koszty te będą znikome, oscylując w okolicach 0,5% w skali roku. Jest to zdecydowanie bardziej atrakcyjne, aniżeli większość funduszy aktywnie zarządzanych, które potrafią narzucać różnorakie opłaty na wielu etapach.


Błąd Replikacji (Tracking Error) – wspomniany już problem z właściwym naśladowaniem ruchów indeksu bazowego. Jest to bardzo istotny aspekt inwestowania przy użyciu ETF’ów, gdyż wysokość błędu replikacji wpływa bezpośrednio na różnicę zwrotu w stosunku do instrumentu replikowanego. Natomiast wspomnieć należy, iż zjawisko to może działać również na naszą korzyść, gdyż istnieją ETF’y, które osiągają nieznaczenie lepsze wyniki od swoich indeksów bazowych. Finalnie najlepiej kierować się ku ETF’om najbardziej płynnym, gdyż to pozwala częściowo wyeliminować ryzyko, jakie niesie ze sobą błąd replikacji.


Kolejną sprawą, którą możemy poruszyć, jest to jak rozróżnić samą metodę replikacji fizycznej, gdyż istnieją dwa główne sposoby jej stosowania.

Metoda pełnej replikacji – w tym przypadku ETF nabywa wszelkie aktywa, które wchodzą w skład danego indeksu czy koszyka, a tym samym oferuje prawdopodobnie najlepszą i najdokładniejszą replikację. Natomiast ma to też swoje minusy, gdyż zazwyczaj potrafi to generować dodatkowe koszty związane z koniecznością zawierania większych ilości transakcji po stronie emitenta, a tym samym może podnosić koszty całego funduszu.


Metoda replikacji reprezentatywnej – odmiennie od sytuacji poprzedniej, tutaj ETF skupuje w głównej mierze najważniejsze walory danego indeksu, czyli te o największym udziale w całym koszyku, jednocześnie uzupełniając całość mniejszymi przedstawicielami. Ma to swój pozytywny efekt w postaci ograniczonej ilość zawieranych transakcji, aczkolwiek może mieć odbicie we wspomnianym już błędzie replikacji.

Podsumowanie
Fundusze ETF są w mojej opinii znacznie bezpieczniejszym i ciekawszym rozwiązaniem dla kogoś, kto chce w jakiś sposób zaangażować się na giełdzie. Pozwalają również na uzyskanie dostępu do niemal wszystkich światowych rynków, a przy tym koszty ich nabycia oraz utrzymywania są zazwyczaj znikome.


Bez wątpienia temat ETF’ów jest niezwykle szeroki i można na niego spojrzeć z wielu perspektyw, ale jest to zdecydowanie zbyt dużo materiału nawet na kilka artykułów, nie mówiąc już tylko o jednym. Z tego powodu temat ten będzie jeszcze wielokrotnie poruszany, analizowany i przedstawiany w różny sposób. W sytuacji, kiedy zainteresowanie będzie rosnąć, pojawi się również porównanie najlepszych brokerów umożliwiających inwestowanie w ten sposób, a także poradnik jak uzyskać dostęp do amerykańskich funduszy ETF.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *